Piękna i bestia – Manica rubida

Manica, Manica, Manica, dziewczyna ratownika… Czy jakoś tak to leciało… Nieważne. Ważne, że mamy dla was odświeżony opis jednej z najfajniejszych mrówek w Polsce! 😉

Występowanie


Mrówka ta występuje w Znacznej części Europy (niemal wszędzie z wykluczeniem Wielkiej Brytanii, Skandynawii oraz Hiszpanii wraz z Portugalią), a także w Turcji i zachodniej części Rosji. W Polsce upodobała sobie szczególnie południową część kraju, gdzie gniazduje zazwyczaj w miejscach dobrze nasłonecznionych.


Rozmiar

Manica rubida (wścieklica dorodna) jest mrówką osiągającą całkiem pokaźne rozmiary: około 6-9 mm w przypadku robotnic i 9-13 mm w przypadku królowych.

Żywienie


Monia może i jest wyjątkowa, ale nie pod tym względem 🙂 Klasycznie już dostarczamy im białeczka w postaci owadów karmowych (karaczany, świerszcze, mączniki, drewnojady i inne „robale”) oraz węglowodanów pod postacią naturalnego miodu. Z racji tego, że mamy w tym przypadku do czynienia z gatunkiem półklasztornym królowej należy udostępnić arenę i regularnie ją dokarmiać omówionym powyżej pożywieniem.


Forma kolonii


Rubidki są gatunkiem poliginicznym. Kolonie z więcej niż 1 królową powstają poprzez poliginie wtórną (rójkowe królowe są przyjmowane do istniejącej już kolonii) oraz prawdopodobnie także przez pleometrozję (kilka królowych zakłada wspólnie kolonię). Gatunek często tworzy systemy polikaliczne (sieci połączonych ze sobą gniazd).


Podział na kasty


Nie jest może tak spektakularny, jak w przypadku Camponotus, Pheidole, Messor, czy im podobnych, natomiast występuje. Robotnice różnią się głównie rozmiarem, a nieco subtelnie także proporcjami głowy. Za interesujący można uznać też fakt, że polimorficzne są też królowe. Spotykamy je w wersji większej (makrogina) oraz mniejszej (mikrogina). Taki zabieg ma działanie czysto praktyczne. Mniejsze osobniki posiadają większy zasięg kolonizatorski, a większym łatwiej przetrwać w zasiedlonym już środowisku.


Hibernacja


Jak każdy polski gatunek wymaga spoczynku w naszych lodówkach przez okres 1,5-2,5 miesiąca. Wiem, że są tak genialne, że przez te kilka tygodni nie będziecie wiedzieli co zrobić ze swoim życiem, ale przetrwajcie – naprawdę warto! Za waszą cierpliwość wynagrodzą was zdrowym rozwojem kolonii w przyszłym sezonie 🙂


Ogrzewanie


Bywa przydatne, zwłaszcza na początku hodowli. W ten sposób możemy zmaksymalizować prawdopodobieństwo udanego przychówku, co pozwoli ustabilizować kolonię. Później oczywiście również możemy ją stosować, lecz nie jest to już wymagane.


Gniazdo


Nie mają względem niego wygórowanych wymagań. W naturze widywałem ich gniazda między innymi w płytce chodnikowej, w piasku nieopodal rzeki, w przypróchniałym drzewku w środku lasu, w ziemi, pod kamieniami itd. Mają dość dobre zdolności adaptacyjne i zadowolą się w zasadzie wszystkim, co dostaną.

Jad


Gatunek ten dysponuje dość silnym jadem (po 1 użądleniu Camponotus ligniperda wącha kwiatki od spodu). Powszechnie uważa się, że ból po użądleniu jest porównywalny do bólu towarzyszącemu użądleniu szerszenia. Z moich doświadczeń (i niektórych innych hodowców również) wynika jednak, że prawda jest zupełnie inna – użądlenie jest ledwo odczuwalne. Należy jednak pamiętać, że każdy organizm może reagować na jad inaczej, a szczególną uwagę podczas obcowania z tymi mrówkami powinny zachować osoby uczulone na jad błonkówek, dla których to konsekwencje ewentualnego użądlenia mogą być poważniejsze w skutkach.


Uwagi od autora

Mrówki te tworzą stosunkowo nieliczne kolonie – liczą one zazwyczaj od kilkuset do zaledwie 2000 robotnic.


Ciekawą cechą tego gatunku jest fakt, iż swoją rójkę odbywa 2 razy w roku: od maja do początku czerwca oraz od sierpnia do początku września.
Gatunek ten jest uznawany za jeden z piękniejszych (bynajmniej nie bez powodu) oraz najtrudniejszych w hodowli z polskiej myrmekofauny. O ile z tym pierwszym twierdzeniem absolutnie się zgadzam, to z drugie jest dla mnie sprawą mocno dyskusyjną. Oczywiście nijak nie mają się one do takich gatunków, jak nigerki, czy Serviformica, natomiast nie przesadzajmy w drugą stronę. Jeśli zapewnimy im dostęp do areny (i nie zapomnimy o celu w jakim to zrobiliśmy :-p) i dogrzejemy, damy im nieco spokoju, ciemności i izolacji od wstrząsów to powinniśmy dać radę wyjść na prostą.


Czasami, gdy królowa nie składa jajeczek lub pożera potomstwo, należy zarządzić przymusowe zimowane (niezależnie od pory roku). Warto pamiętać, że poczwarki nie zimują, dlatego też gdy mamy takie w kolonii należy cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń.

To jak bardzo skuteczne okażą się nasze starania zależy w znacznym stopniu od królowej. Z niektórymi trzeba użerać się miesiącami, aby dorobiły się pierwszej nanitic. Jeśli chcemy mieć pewność, że nasza kolonia przetrwa warto zaopatrzyć się w kilka sztuk. Powodzenia! 😉

Photo by Alienus Photo

Zapraszamy na naszego Instagrama i zachęcamy do polubienia naszej strony na facebooku.